Zaczelo sie o 12.00 , oksytocyna zaczynala dzialac , pojawialy sie delikatne skurcze..
bylam , moze to brzmiec dziwnie szczesliwa... za chwile mialam móc przytulic wyczekana Maję, obok za reke trzymal mnie Lukasz, poród odbierał ordynator, polozna byla przemila ...niczego nie musialam sie bac , w głowie miałam tylko jedna mysl :
nie ja jedna rodzę , dam rade , wszystko będzie dobrze , musisz tak myśleć, ten ból szybko minie...
do 15 byly zarty, smiechy potem zrobiło sie mniej fajnie ... co tu duzo mowic, bolalo , sama dobrze wiesz jak.. ale wiedziałam ze to minie , ze to tylko chwila.. tak tez bylo po 17.30 cieple malutkie cialko wyladowalo na moim .. szczescie jakie temu towarzyszy jest niewiarygodne, niedopisania, ale Ty wiesz o czym ja mowie ... nie wazne czy rodziłaś silami natury czy miałaś cesarskie ciecie, szczescie powstaje z tego, ze wkoncu widzisz tą małą pesteczkę, która rosła pod Twoim serduszkiem. Bolu juz nie ma.
Jest szczescie i spelnienie. Ja w przyplywie tych emocji czulam sie na silach nawet sama zejsc z fotela na ktorym rodzilam na lozko ... tak ale te sily byly tylko w glowie , gdy chcialam poruszyc noga , nie umialam , nie potrafilam, nie czulam... Dowiedzialam sie, ze to normalne , mialas tak kochana? I tak ow wyjatkowy dzien dobiegl konca na noc dostalam paracetamol i mialo juz byc tylko pieknie...
Zrobilo sie rano, inne matki latały, karmily swoje maluchy a ja ... czulam bol okropny
.. kolejny paracetamol -dopiero urodzilas bedzie bolec mowil lekarz
polozne doradzily zakup przeroznych plynow, preparatow i mialo byc z dnia na dzien lepiej
Lukasz obladowany tantum rosa, bialym jeleniem , masciami , plynami lagodzacymi itd dotarl do szpitala
.. no coz trzeba przetrwac bedzie bolalo tylko mniej (podobno) . Zacisnelam zeby i czekalam tylko na wyjsc ze szpitala
minely 3 doby , bedzie juz tylko lepiej
powtarzalam sobie caly czas . Nie bylo. Bol przeszywal mnie nawet przy piciu wody, nie bylam wstanie mowic tylko cicho jeczec. Teraz pewnie myslisz co jadla Maja , tak karmilam piersia ( matki dla dziecka znajda sile chocby nie wiem co ). Mijała kolejna doba a bol nieustępowal , wtulałam sie w Lukasza i przez łzy pytalam czy to kiedys minie. Tak balam sie ze cos sie we mnie popsulo i tak juz zostanie. Obdzwonilam wszystkie znane mi matki dookola z pytaniem kiedy one czuly sie dobrze po porodzie, wszystkie w 5 dobie smigaly juz po domu a ja ?
Najgorsze bylo to ze nie wiedzialam co robic , wypis z kwitkiem
do ginekologa za 6 tygodni
i tyle z pomocy lekarza.
Tu pojawilo sie moje wybawienie , przyjechala polozna srodowiskowa , ona gdy tylko mnie zobaczyla widziala bol. Pomogla mi razem z Lukaszem , zdjeli mi 8 szwow, mialy byc rozpuszczalne ( nie byly)
ulga byla niesamowita . Bolu nigdy nie zapomne, dopiero po tygodniu moglam sie cieszyc z bycia matka...
Najgorsze jest to ze nikt o tym nie powiedzial mi , o tym ze polog moze bardzo bolec, o tym ze szwy mozna zdjac wczesniej , ze nie musialam tak cierpiec, a naprawde ten bol byl gorszy od porodu ..trwal kilka dni , niszczyl mnie fizycznie i psychicznie... A Twoje pierwsze dni jakie byly ? Piszmy , mowmy o tym zeby wiedzialy inne przyszle mamy , bo najgorzej jest nie wiedziec ..


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz